Piąta Próba: Ofensywa

Opublikowano dnia: 27 marca 2018 | Komentarze: 0

Wreszcie mamy za sobą pierwsze mecze Topligi. Oba starcia zapowiadały wielkie emocje już od pierwszego gwizdka i chyba nikt nie może czuć się zawiedziony.  No może poza kibicami ze Szczecina, bo porażka jednym punktem boli najbardziej… ale i najwięcej uczy. Sporo nauczyli się też zawodnicy Monarchs, którzy zapłacili topligowe frycowe poznańskim Kozłom.

Rozgrywający

Na plus

 Fot. Kozły Poznań. Najlepszy rozgrywający pierwszej kolejki (7) Patryk Barczak z uśmiechem schodzi z boiska.

Na pierwszym planie bez zaskoczeń. Amerykański rozgrywający Orłów Christopher Jeffrey poprawnie dyrygował swoją ofensywa, jednak od zawodnika z USA wypada oczekiwać trochę więcej. Można mu wybaczyć niedociągnięcia ze względu na jeszcze słabe zgranie z kolegami z formacji oraz kiepską pogodę. Co trzeba było zrobić to zrobił. Wygrał mecz, wykonał podanie na przyłożenie oraz dobrze pilnował piłkę.

Jednak na miano najlepszego rozgrywającego tej kolejki zasłużył bez wątpienia Patryk Barczak. Może ilość jardów (98) z podań na kolana nie powala, ale najważniejsza statystyka, czyli liczba przyłożeń, już tak. Dwa świetne rzuty i żadnych przechwytów idealnie podsumowuje jego występ. A gdyby jego koledzy z korpusu skrzydłowych mieli lepszy dzień (albo były trochę lepsze warunki pogodowe) to statystyki Patryka byłyby jeszcze lepsze. Na pewno miałby jedno przyłożenie więcej i grubo ponad 150 jardów. Z pewnością czuje lekki niedosyt – kilka razy, po jego rzutach, piłka mogła paść łupem Monarchów (którzy zapewne do teraz się zastanawiają, jak to możliwe, że żaden z nich nie zaliczył przechwytu) oraz raz stracił piłkę po efektownym uderzeniu obrońcy gości. Jednakże, starszy z braci Barczak zaliczył świetny występ i pewnie poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa.

Na zero

Monarchowie z Ząbek do pierwszego meczu podeszli bez swojego zagranicznego rozgrywającego. Do boju poprowadził ich jeden z najbardziej doświadczonych zawodników – Rafał Zawada. Sztab trenerski przygotował ciekawy plan gry – niczym Doug Peterson w ostatnim Super Bowl. Dla Nicka Folesa szkoleniowcy mieli fantastyczne zagrywki RPO, a królowie dla Rafała Zawady mieli krótkie ścieżki, które od początku miały zbudować pewność siebie rezerwowego rozgrywającego. Na początku wszystko szło po myśli gość. Dość powiedzieć, że sześć z siedmiu pierwszych podań Zawady było kompletnych. Nie przyniosło co prawda to jakiś wielkich dystansów, ale mogło nadać ton grze. Niestety, bardzo słaba gra biegowa z każdą minutą zwiększała presje na Rafale. Zawodnik z Ząbek zakończył mecz z jednym przyłożeniem i jednym przechwytem. Mogłoby być lepiej, ale nie ma tragedii.

Na minus

Szczeciński eksperyment z dwoma rozgrywającymi to dla Husarii żadna nowość. W swoim pierwszym mistrzowskim sezonie, do złota PLFA I doprowadził ich duet Mateusz Dubicki - Piotr Kaczmarczyk. Ten pierwszy skutecznie zmienił pozycję i zdołał nawet zadebiutować w kadrze jako TE, drugi natomiast, po krótkiej przygodzie na pozycji LB, wrócił „na stare śmieci”. Grał co prawda tylko kilka drive’ów, ale na pewno zaprezentował się lepiej niż drugi z rozgrywających – Kamil Klebieko. Piotr imponował spokojem i skończył mecz z 50% skutecznością podań (przy 8 próbach). Kamil nie potrafił opanować nerwów, bo jego procent udanych akcji górą był dużo słabszy – ledwie 25% przy 12 rzutach. Obaj mają na swoją obronę, że ani razu nie oddali piłki rywalom. W ich grze można doszukać się błędów, jednak największym mankamentem był… ich center. Praktycznie co drugi snap obaj rozgrywający musieli zbierać znad głowy. Zamiast obserwować defensywę musieli ratować piłkę. Niemniej jednak, zdobycze wywalczone przez obu pozostawiają wiele do życzenia. Szczególnie młodszy z nich – Kamil – musi panować nad swoim zachowaniem w kieszeni, bo przy trochę chaotycznej ruchliwości ciężko mu będzie cokolwiek ugrać dla swojej ofensywy. Na pewno potrafi, w końcu zdobył w zeszłym roku złoty medal PLFA 8, a na dodatek był wtedy motorem napędowym Husarii B.

Skrzydłowi

Na plus

Kilku zawodników w tej kolejce zagrało na niezłym poziomie, ale ciężko wyróżnić kogoś indywidualnie. Nie było specjalnie efektownych zagrań ani niczyjej dominacji. W większości co skrzydłowi mieli złapać to złapali.

Na zero

 Fot. Krzysztof Pawlaczyk. (11) Aleksander Kawiarowski łapie kolejną piłkę i zalicza solidny występ.

Tylko dwóch zawodników złapało po cztery podania. Aleksander Kawiarowski oraz Michał Śpiczko (w tym jedno przyłożenie) – obaj zawodnicy warszawskich Orłów. Jeśli kogoś można wyróżnić to właśnie tę dwójkę. Do tego: Damiana Kościelskiego z Husarii – głównie za dwie złapane piłki pod koniec meczu z Eagles; Dawida Chmielewskiego z Monarchs za trzy chwyty i przyłożenie z Kozłami oraz poznaniaka Mateusza Patalasa za uniwersalność i skuteczność (przyłożenie biegowe).

Na minus

Wspomniany wcześniej korpus skrzydłowych Kozłów. Zagrali poprawnie, niestety kilka upuszczonych, bardzo łatwych do złapania piłek, psuje ogólne wrażenie. Na szczęście, Kozły mecz wygrały, ale gdyby było odwrotnie, to z pewnością wśród nich trzeba by upatrywać winnych porażki.

Biegacze

Na plus.

 Fot. Kozły Poznań. Bohater pierwszej kolejki - (22) Antoni Idziak.

Pierwszy mecz i już prawie 150 jardów. Bezwzględny bohater tej kolejki – Antoni Idziak. Jego 70-jardowy bieg był ozdobą całego meczu (miał jeszcze jeden ponad 30-jardowy bieg na przyłożenie anulowany przez holding na linii wznowienia akcji). Grał bardzo pewnie, zdobywał wiele kluczowych jardów i pierwszych prób dla swojej ekipy. Świetnie wspierał i zdejmował presję z rozgrywającego.

Na zero

Zero to za mało, więc tym razem "zero z plusem". Noah Whittle z Husarii i Jack Marton z Eagles zrobili co mieli zrobić. Pierwszy zdobył w debiucie przyłożenie, a drugi grał praktycznie bezbłędnie w każdej formacji. Obaj pokazali, że mają wielkie możliwości i potrafią się zgrać z kolegami. Dobry start dla Amerykanina i Australijczyka i z niecierpliwością czekamy na kolejne mecze.  

Na minus

Nie wypada wymienić z nazwiska biegacza Monarchs, bo byłoby to niesprawiedliwe. Nie dostawał piłki zbyt wiele razy (nie dobił nawet do 10 kontaktów), więc siłą rzeczy nie mógł za dużo zrobić. Kozły kontrolowały linię wznowienia akcji i nawet próby wyprowadzenia ich w pole wieloma jet-ami (akcja, w której skrzydłowy robi motion i dostaje piłkę przebiegając za linią ofensywną) nie przynosiły efektów (poza  3-jardowym biegiem na przyłożenie). Zakładam jednak, że kolejny mecz z nowym rozgrywającym może diametralnie odmienić biegową ofensywę ekipy z Mazowsza.

Linia ofensywna

Na plus

 Fot. Kozły Poznań. Linia ofensywna i jej wyróżniający się gracz (62) Jakub Błaszczyk.

Kozły Poznań. Ofensywa, która potrafi wybiegać ponad 200 jardów skutecznie kontrolując zegar, musi pochwalić swoją linię ofensywną. Defensywa Monarchs jest silna i nieźle zorganizowana, więc nie była to łatwa przeprawa dla poznaniaków. Mimo to, gospodarze byli w stanie od pierwszej do ostatniej minuty ustawić mecz pod swoje dyktando. I to właśnie głównie dzięki tej formacji. Szczególnie gra Jakuba Błaszczyka zasługuje na uznanie, bo to jego ciężka praca dodawała pewności kolegom z formacji.

Na zero

Obie ekipy z województwa mazowieckiego zagrały poprawnie, ale przyszło im się mierzyć z naprawdę trudnymi front seven. Eagles toczyli zacięte boje szczególnie ze szczecińskimi linebackerami, natomiast Monarchowie z Ząbek walczyli z zawsze twardymi Kozłami. Na wyróżnienie zasługuje powrót Marka Włodarczyka z Eagles, który wraca do topligowej rywalizacji. Jego fenomenalne warunki fizyczne z pewnością będą jeszcze dla wielu przeciwników przeszkodą nie do przejścia. W Monarchs ciężkie boje przez cały mecz toczył Marcin Miszczak, który jako center ustrzegł się większych błędów przy wprowadzaniu piłki (co w tej kolejce wcale nie było tak oczywiste). Jednak najjaśniejszym punktem swojego korpusu w tym meczu był bez wątpienia Grzegorz Majchrzak. Debiutujący na najwyższym poziomie rozgrywek tackle z Ząbek pokazał, że dobra technika na tej pozycji to klucz do sukcesu. Jeśli utrzyma formę, to o obsadę prawej strony linii ofensywnej Monarchs trener, Phillip Dillon, może być spokojny.

Na minus

Linia ofensywna Husarii zagrała poprawnie i przy powaleniach swoich rozgrywających nie miała zbyt wiele na sumieniu. Niestety  wspomniane wcześniej błędy centra Łukasza Bensi-Said’a przy snapach psują obraz tego korpusu. Jest to na pewno największe zmartwienie szczecińskiej ekipy przed kolejnym meczem. Na szczęście, Husarze mają aż trzy opcje: zmiana centra (w obwodzie jest bardzo doświadczony Maciej Pankiewicz); praca z Łukaszem nad snapami; lub po prostu rezygnacja z gry w formacji shotgun (w I-formation Husarze zdobyli swoje jedyne przyłożenie w meczu). Zobaczymy co zaordynuje na kolejny mecz trener Roman Łakomiak.